Z wieloletnich obserwacji wynika, że księży gejów można podzielić na takie
oto podstawowe grupy:
I. Poszukujący partnerów we własnym gronie - realizują swoje potrzeby najbardziej odważnie.
Porzucony przez ks. Grzegorza alumn seminarium duchownego we Włocławku
przekazał nam obszerną korespondencję swojego niedawnego kochanka
obrazującą zaloty do ks. Marka z archidiecezji krakowskiej. Na wstępne
propozycje ks. Grzegorza odpowiada on tak: „Martwi Cię, że mam partnera.
No cóż, jest mi cudownie z tym, kogo mam i nie jestem na etapie
rozstawania się, a na pogłębianiu". Okazuje się jednak, że z wiernością
nie jest tak różowo, gdyż w liście o pięć dni wcześniejszym napisał:
„Byłem w Rzymie i właśnie w tym momencie wróciłem. Chciałem dziś
wieczorem gdzieś się zabawić, ale mój kochany jest zazdrosny i
kontrolował mnie podczas drogi. A po drugie, nie byłem zdecydowany,
gdzie iść. Do lokalu to trzeba czekać do co najmniej 21, a do sauny nie
miałem natchnienia". Upłynął miesiąc bez trzech dni, by ks. Marek dał
się wreszcie namówić: „Jestem u Ciebie 7 lipca. Wpraszam się na całego
do twojego mieszkania. Będę wracał z Gdańska od mojego faceta, więc masz
to jak w banku. A tymczasem gonię do kościółka - pa, pa". Gwoli
sprawiedliwości wypada dodać, że nie samą miłością ks. Marek żyje:
„Wyobraź sobie, że dziś miałem cztery msze i to jedną z pogrzebem! Jak
szedłem na cmentarz, to myślałem, że zemdleję, bo żar lał się po prostu z
nieba. Rano miałem dzień skupienia dla dzieci od jutrzejszej pierwszej
komunii. Musiałem ich też wyspowiadać i przećwiczyć, a potem jeszcze
wyspowiadać rodziców" - skarży się „kochanemu Gregorio".
Ks. Adam jest dosyć znanym w Poznaniu naukowcem, publicystą katolickim
oraz wychowawcą młodzieży. Roztropnym i ostrożnym: „Kiedy byłem na
parafii spotykałem się z ministrantami. Jednak nie posuwałem się zbyt
daleko. Wiesz, dziś łatwo można za takie coś trafić do sądu". W kolejnym
liście do ks. Grzegorza dzieli się swym cierpieniem: „Brakuje mi
bratniej duszy, do której mógłbym się przytulić, pójść do łóżka. Czasami
wchodzę na czat i wtedy sobie trzepię. Jednak to nie to". Ks. Adam
szuka „kogoś z naszego kręgu", gdyż „w gronie kapłańskim jest
bezpieczniej. Poza tym, można mieć do siebie zaufanie". Proponując
spotkanie zastanawia się: „Może dopasujemy się seksualnie?". Ks.
Grzegorz początkowo trochę się droczył: „Nie wykluczone, że kiedyś
wypiję kawkę u Ciebie. A może i coś więcej?". Gdy wreszcie uległ, rychło
okazało się, że obaj panowie jednak się nie dopasowali.
Ks. Marcin z diecezji toruńskiej nazajutrz po randce z ks. Grzegorzem
napisał: „Wczoraj myślałem, że cały świat spoczął u moich stóp", a równo
po miesiącu oznajmił: „Dotarło do mnie, że kocham tylko Efrema. W
niedzielę jechał na rekolekcje, w okolicach Brodnicy miał wypadek.
Zadzwonił do mnie i wszystko odżyło". Ks. Grzegorz nie cierpiał. Kilka
dni „po Marcinie” gościł w Jastrzębiu Zdroju. Wikariusz tamtejszej
parafii (także kapelan szpitala) drżał z niecierpliwości: „Gdy tylko
naciśniesz guzik domofonu, zbiegnę do Ciebie po schodach. Tęsknię i
gorąco całuję".
Chętnych jest wielu. Tęsknota doskwiera ks. Marianowi - dyrektorowi
wydziału kurii biskupiej, katechecie Jackowi B., ale najbardziej ks.
Kamilowi z diec. tarnowskiej, który wracając do kraju po dłuższej
nieobecności nie ma czasu na seks: „Tych kilka pierwszych dni muszę
niestety poświęcić na sprawy służbowe. Pasterz już pewnie nie może się
doczekać. Całuję Cię bardzo mocno. Podniecają mnie Twoje listy i
troszeczkę sobie przy nich dogadzam. Przesyłam mnóstwo gorących
buziaków". Ks. Grzegorz, choć jest pełen obaw („Kamil! A co będzie jak
się w sobie zakochamy?"), obiecuje „czułe pieszczoty" i zapewnia:
„uwielbiam się całować no i jeszcze troszkę, ale nie mogę wszystkiego
ujawniać tak od razu". Ks. Grzegorz jest tu zaledwie pojedynczym ogniwem
łańcuszka, bo przecież każdy z jego partnerów (wszystkich nie znamy)
utrzymywał i niechybnie wciąż jeszcze utrzymuje stosunki z innymi.
Przyjmując bliski abstynencji seksualnej przelicznik „po pięciu na
głowę”, tylko w tym jednym przypadku mamy łącznie 35 kapłanów
działających dla bezpieczeństwa w zamkniętym kręgu zawodowym. Gwoli
ścisłości dodajmy, że oszalały z zazdrości kleryk doniósł o byłym
kochanku także biskupowi. Młodzieniec wyleciał z uczelni na zbity pysk,
zaś ks. Grzegorza oddelegowano do „pracy duszpasterskiej” we Włoszech i
bardzo sobie tę zmianę klimatu chwali.
II. Wykorzystujący pozycję nauczyciela - księża
katecheci decydujący się na romans z pełnoletnimi już wychowankami
(zazwyczaj uczniami klas maturalnych) są seksualnymi kaskaderami, bowiem
każde potknięcie w rozpoznaniu sytuacji i „grze wstępnej” grozi
skandalem oraz utratą etatu. A jednak ulegają namiętnościom...
Ks. Tomasz jest wikariuszem prestiżowej parafii diecezji kaliskiej i
nauczycielem religii w liceum. Spędza wiele czasu na gejowskich czatach
internetowych, lubi też poflirtować ze swoimi uczniami za pośrednictwem
komunikatora Gadu-Gadu. Pewnego wieczoru nawiązał kontakt z Krzysztofem,
którego testował wcześniej podczas szkolnej wycieczki propozycją
„umycia pleców”, a później namawiał do sponsorowanego wyjazdu nad morze,
ale chłopak nie dość, że każdorazowo odmawiał nauczycielowi, to jeszcze
opowiedział o tych propozycjach kolegom. Kapłan miał pretensje: - Sam
wiesz, że jedziemy na tym samym wózku, a czasem zachowywałeś się, jakbym
był nie wiem kim. Gdy chłopak wyraził wątpliwości, o jaki „wózek”
chodzi, stwierdził: - Przypomnij sobie naszą rozmowę, gdy chciałem, abyś
mi dotrzymał towarzystwa na wyjeździe. Nie miałem żadnych złych
zamiarów, a zrobiłeś ze mnie śmiecia. Swój swojego nie powinien tak
traktować, Krzysiu...
Przekonywał, żeby nastolatek dał sobie spokój z dziewczynami i przestał
walczyć z naturą, bo jego wrodzoną orientacją jest homoseksualizm: - Od
naszych pierwszych spotkań w szkole, w sposobie, w jaki się do mnie
zwracałeś, wyczuwałem, że jesteś gejem, a jak zobaczyłem pewne zdjęcie,
to już wiedziałem na sto procent, że jesteś. Dlatego na wycieczce były
te głupie SMS-y o spotkaniu i umyciu pleców. To, że ktoś jest gejem, nie
znaczy, że jest zły. Trzeba po prostu żyć w zgodzie ze swoim sumieniem,
bo nawet papież może być gejem, ale wie, kim jest i żyje święcie,
prawda? - tłumaczył.
Młodzieniec wyjaśnił, że zdjęcie, na którym widoczne były jego genitalia
to bardzo stara sprawa. Katecheta aż się oblizał: - Ale i tak bardzo
fajny jest ten twój penisek. No, teraz to pewnie jeszcze bardziej jędrny
i smakowity. I już nie musisz mi „księdzować”, możesz zwracać się do
mnie tak po prostu per „ty”, w końcu jesteśmy z tej samej gliny.
Najbardziej jednak zależało mu na dyskrecji: - Chyba zdajesz sobie
sprawę z tego, co by było, gdyby mnie zdemaskowano. Nawet jeśli sumienie
mam czyste, to afera na całego. Pamiętaj też o tajemnicy. Gej geja nie
powinien wydać światu, bo świat geja by zniszczył, rozumiesz?
I dalej: - A ty chciałbyś żyć z księdzem? Odpowiadałbym ci fizycznie? -
zasypywał Krzysztofa pytaniami. Przekonywał, że pyta tylko z niewinnej
ciekawości, bo obecnie żyje z Darkiem i wcale nie zamierza go zdradzać: -
Powiem ci szczerze, że Darek też ma fajnego, ślicznego ptaszka, ale
tylko do pieszczot. W sprawach łóżkowych wcale się nie dobraliśmy, bo ja
jestem tylko aktywny, a Darek analu w ogóle nie toleruje. Z tobą też
chyba bym się nie dobrał, bo wolałbym zakisić w tobie ogórka, a ty
pewnie wolałbyś we mnie wejść, ale ja jeszcze nigdy nikogo nie wpuściłem
w siebie - opowiadał o seksualnych niuansach swojego aktualnego
związku. Wyjaśnił też kwestię grzechu: - Z tym sumieniem to wiesz... od
księdza wymaga się, ale u siebie już ludzie nic nie widzą. Ksiądz nie
może grzeszyć, a jak ludzie pi...ą się na lewo i prawo, potem zabijają
swoje dzieci, zanim jeszcze się narodzą, to jest okej, prawda?!
Najgorzej, jak ktoś grzeszy, a nie idzie do spowiedzi, bo uważa, że to
bez sensu.
III. Poszukujący bratniej duszy w seminariach duchownych -
najbardziej wyrazistym reprezentantem tej grupy jest abp Juliusz Paetz,
którego słynnych dokonań nikomu już chyba nie trzeba przypominać. Metoda
jest w zasadzie bezpieczna, aczkolwiek przy nazbyt uporczywym
stosowaniu można trafić na czołówki gazet...
* Wyższe Seminarium Duchowne w Gościkowie-Paradyżu - niektórzy z
uczących się tam religii młodzieńców pełnymi garściami czerpią z życia
jego rozkosze, co znakomicie ułatwia fakt, że ordynariusz mieszka i
urzęduje w odległej o ponad 40 km Zielonej Górze. Jakiś czas temu
zeznała nam na piśmie troskliwa krewna kleryka Przemka (imię zmienione):
„Mam dość tego pedalstwa z księdzem Tomaszem (...). Ten zupełnie
nieatrakcyjny, monstrualny grubas wymusza na młodym chłopcu seks. Ohyda.
A wy jesteście za to odpowiedzialni” - stwierdziła uznając nas za jakąś
alfę i omegę. Po sprawdzeniu okazało się, że kleryk kocha i jest
kochany, zaś ks. Tomasz to całkiem przystojny duszpasterz akademicki.
Poznał Przemka z zachowaniem wszelkich standardów wynikających ze
sprawowanej funkcji wikariusza i opiekuna ministrantów, cierpliwie
poczekał, aż skończy 18 lat. Zadbał o jego dobrobyt (obsypywał drogimi
prezentami), ale też o karierę, namawiając do studiów w seminarium, zaś
na pierwsze wakacje zabrał do Egiptu. Szczęścia młodzieńca nie byli w
stanie zakłócić zazdrośni koledzy z roku, którzy podsłuchali, jak
szorujący w toalecie ręce po wizycie w seminarium ks. Tomasza, Przemek
mamrotał do siebie: „Panie, obmyj mnie z mojej winy oraz oczyść z
grzechu mojego”, co później komentowano, jakoby chłopak miał przebłysk
refleksji, że puszcza się za pieniądze;
* ks. Dariusz K. (niegdyś sekretarz krajowy Papieskiej Unii Misyjnej)
korzystał z „zasobów” seminarium duchownego w Płocku tak intensywnie, że
klerycy wreszcie donieśli o wszystkim biskupowi, a niedługo później
mediom. Po odwołaniu ze wszystkich eksponowanych stanowisk, za zgodą bp.
Piotra Libery kapłan ten pracuje obecnie z młodzieżą w Mołdawii.
IV. Zwolennicy bardzo wyrafinowanego seksu - mają
poważne kłopoty ze znalezieniem odpowiedniego partnera we własnym
środowisku lub wśród mężczyzn stykających się z nimi na co dzień, zatem
zdani są wyłącznie na ogłoszenia w Internecie...
„Marzę o tym, żeby mnie zdominował młody chłopiec. Chodzi mi o układ
Pan–niewolnik, gdzie Ty byłbyś oczywiście Panem. Chcę, abyś Ty się
trochę na mnie wyżył (w granicach rozsądku). Ja nie będę stawiał oporu!
Oczywiście jeżeli chcesz, to mogę stawiać lekki opór, ale tylko dla
fasonu. Lubię jak partner na mnie siedzi, jak przy rozłożeniu na
łopatki. Miło by było gdybyś pomógł mi w masowaniu mojego penisa” - tak
określił swoje oczekiwania ks. Wojciech, członek jednego z
najznamienitszych zgromadzeń zakonnych, w przeszłości wykładowca
seminarium duchownego i kapelan harcerzy. Gdy pojawiał się kandydat
przesyłał mu dla lepszego zrozumienia adresy stron internetowych, aby
obejrzał sobie przed spotkaniem, jak musi zapracować na honorarium. „Co
do sumy kieszonkowego, to na pewno będę grzeczny” - nęcił. Później
kalkulował: „Ile czasu byś był ze mną za dwie stówki?”. Gdy pewien
współpracujący z „FiM” kandydat połknął haczyk, mnich zaczął się
targować: „A może stówka Ci wystarczy?”. Ks. Wojciech kieruje aktualnie
dużym przedsiębiorstwem zakonnym;
V. Desperaci - to zwłaszcza księża ubodzy (wbrew pozorom zdarzają się
również tacy), „wykluczeni cyfrowo” (brak umiejętności surfowania w
Internecie), oraz ci, którym puściły hamulce po nadużyciu alkoholu.
* Ks. Stefan z diecezji radomskiej „przewrócił ofiarę (niepełnosprawnego
17-latka - dop. red.) i - grożąc pobiciem - zgwałcił” - ujawnił
rzecznik Sądu Okręgowego w Radomiu. Aresztowany na dwa miesiące duchowny
usprawiedliwiał się tym, że „od dawna zmaga się z chorobą alkoholową”, a
inkryminowanego dnia wódka wyszła z owych zmagań zwycięsko. Aktualnie
przebywa w diecezjalnym Domu Księży Emerytów;
* Ks. Marek, wikariusz parafii w Głogowie, odbył stosunek z upitym
wcześniej do nieprzytomności 17-latkiem, za co zainkasował 6 miesięcy
pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata. Pracuje obecnie na
posadzie rezydenta;
* Ks. Jacek z Łowicza służył niegdyś pod komendą abp. Sławoja Leszka
Głódzia w korpusie kapelanów wojskowych. Po przejściu na emeryturę
zamieszkał w swoim prywatnym mieszkaniu, posługi religijne sprawował
jako człowiek do wynajęcia w okresie nasilenia potrzeb duszpasterskich
(kolęda, rekolekcje, urlopy). Po pracy lubił wypić co sprawiało, że
dostawał małpiego rozumu proponując przygodnie spotkanym mężczyznom
pieniądze za seks w krzakach;
* Ks. Waldemar, proboszcz z diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej,
zawiedziony nie stawieniem się partnera na umówioną randkę (podejrzewał
zdradę), udał się pod jego dom i kamieniami powybijał szyby w oknach.
Został za karę zdjęty z urzędu i przeniesiony do innej parafii. Do
czerwca 2012 r. przebywał na „urlopie zdrowotnym”;
* Ks. M. z Tomaszowa Lubelskiego miał 44 lata, gdy po zakrapianym
alkoholem poczęstunku podczas kolędy zgwałcił goszczącego go 60-letniego
Józefa K. Dostał 2 lata w zawieszeniu na 5.
VI. Za pieniądze - to stosunkowo wygodna formuła
zaspokajania potrzeb seksualnych księży. Tym bardziej, że są niezłymi
psychologami i zazwyczaj nie cierpią na brak gotówki...
* ks. Waldemar z diecezji pelplińskiej sprezentował 17-letniemu
licealiście z T. kilkadziesiąt złotych. Ot, tak po prostu i niczego w
zamian nie oczekując. Po tygodniu znowu zatelefonował: „Przyjdź, mam dla
ciebie kasę”. Później zaproponował przytulanki, obiecując, że za nie
zapłaci więcej. Kandydat odmówił, więc schował „stówkę” z powrotem do
portfela. „Nie chcesz, to nic nie dostaniesz” - powiedział. Przy
kolejnej wizycie na plebanii młodzieniec zgodził się na przytulanie.
Krok po kroku i sukcesywnie podnosząc stawki, ks. Waldemar doprowadził
go do homoseksualnej prostytucji;
* ks. Edward z diec. koszalińsko-kołobrzeskiej będąc jeszcze proboszczem
płacił chętnym po kilkadziesiąt złotych za pozowany akt. Marcinowi M.
dał świetnie płatne zajęcie polegające na tym, że musiał tylko pić z
kapłanem drinki oraz towarzyszyć mu w oglądaniu filmów pornograficznych z
wartką akcją homoseksualną, w trakcie których ks. Edward rozbierał się i
onanizował, a drugą ręką dogadzał towarzyszowi;
* Ks. Piotr z diecezji łowickiej ma upodobanie do młodzieńców, których
poznaje na czatach internetowych, obłaskawia i obwąchuje, czy aby nie są
policyjnymi prowokatorami, a później zaprasza na plebanię lub do
prywatnej garsoniery przy ul. Hanki Sawickiej w Sochaczewie. Co do
jednego ze swoich gości bardzo się pomylił, bo ten nie dość, że nagrał
całą imprezę na dyktafon, to jeszcze skopiował co pikantniejsze pliki z
jego komputera i przekazał materiały „FiM” - m.in. ociekające seksem
e-maile oraz rozmowę, w której wielebny tak oto opowiada o jednym ze
swoich partnerów: „Wiesz, spotykałem się do niedawna z M. W łóżku był
znakomity. Wolałem jednak nie ryzykować po tych wszystkich aferach, więc
dałem mu na otarcie łez trochę pieniędzy i rozstaliśmy się. Teraz jest
taka nagonka, że jak mi małolat nie pokaże legitymacji i nie zobaczę, że
ma skończone 15 lat, to go nie kupuję”.
VII. We wspólnocie zakonnej - mnisi mają problemy,
bowiem dysponują ograniczonymi zasobami finansowymi oraz możliwościami
lokalowymi, ale też i szczęście, że chroni ich wysoki mur klasztorny...
* Zbigniew oraz Adam przygotowujący się u bonifratrów w Prudniku do
kariery kapłańskiej prowadzili - w ramach swojej formacji duchowej i na
polecenie tzw. mistrza postulatu - dzienniczki, w których notowali
naganne, ich zdaniem, zachowania współbraci. Oto fragmenty zapisków
Adama: „5 października - brat... (tu i dalej imiona zakonne - dop. red.)
łapał mnie dzisiaj za krocze, ponawiając wcześniejszą propozycję
stosunku seksualnego”, „16 grudnia - brat... namawiał mnie, żebym mu
zrobił „masaż pałki”. Dzisiaj znowu przebrał się i paradował po
klasztorze w kobiecych ciuszkach”.
Zbigniew wspomina: - Gdy brata M. odwiedzał seminarzysta od klaretynów
(we Wrocławiu mieści się Dom Formacyjny Misjonarzy Klaretynów - dop.
red.), który czasem zostawał też na noc, wówczas prowincjał ze śmiechem
mówił, żeby tym dwóm „nie przeszkadzać w zabawie”. Słynny w Polsce
zielarz o. Jan Grande-Majewski, który bardzo się mną we Wrocławiu
opiekował i nawet podarował na obłóczyny sutannę, skarżył mi się, że w
pokoju, gdzie przyjmuje pacjentów, zastał kiedyś dwóch braci
uprawiających seks. Podczas spaceru na własne oczy widziałem brata A.
wychodzącego ze znanego klubu gejowskiego „H2O”, potem tego samego
zakonnika wymykającego się nocą w negliżu z sypialni brata D., a
następnie całującego się z bratem M. w klasztornym magazynku z
żywnością... Podczas pierwszej nocy szczęśliwie zaryglowałem drzwi, bo
ktoś próbował wejść do sypialni. Podczas kolejnych kilkakrotnie budziło
mnie kołatanie, choć przebywanie zakonników w cudzym pokoju było
kategorycznie zakazane;
* Mariusz zrezygnował z nauki w seminarium diecezjalnym, by wstąpić do
zakonu kamilianów. Spędził tam 3 lata. - Ojciec K., wówczas jeszcze
diakon, napisał SMS-a, że podnieca go widok moich mięśni, gdy pracuję
fizycznie. Później przysłał zdjęcie swojego penisa. Innym razem nalegał,
żebym wpuścił go w nocy do swojego pokoju, więc na wszelki wypadek
spałem z gazem obezwładniającym pod poduszką. Gdy wetknął mi w usta
kciuk podczas udzielania komunii, nie wytrzymałem i postanowiłem odejść z
zakonu - wyjaśnia przyczyny utraty powołania. W Burakowie (dzielnica
podwarszawskich Łomianek) kamilianie mają tzw. klerykat, w którym
mieszka ich narybek studiujący w warszawskim seminarium duchownym. -
Mieszkałem przez ścianę z G. - jak się wydawało - bardzo pobożnym.
Zaprosił mnie kiedyś na drinka, pogadaliśmy, było sympatycznie.
Następnym razem, gdy już wypiliśmy po kilka kieliszków wódki, puścił
film pornograficzny. Ostentacyjnie wyszedłem, a nazajutrz mnie
przepraszał. No, ale nasze łazienki też ze sobą sąsiadowały, więc gdy
któregoś wieczoru usłyszał, że pluskam się w wannie, zaczął mnie
bombardować SMS-ami. „Przyjdź, właśnie oglądam film i bawię się małym,
bo mi stoi” - napisał. Pokazałem tę wiadomość przełożonym, ale nie
zareagowali - opowiada Andrzej, były kleryk. I jeszcze raz Mariusz: -
Zostaliśmy wysłani na święta do T., gdzie proboszczem był ojciec J.
Pomijam fakt, że pił w Wigilię alkohol, proponując go nawet nam -
klerykom, a po Pasterce zamknął się w sypialni z jakimś świeckim
młodzieńcem, który rzekomo naprawiał mu tam komputer. Dobiło mnie
wyznanie pracującego w parafii brata F.: „Gdy proboszcz pije, to zanim
pójdę spać, dwa razy sprawdzam, czy dobrze zamknąłem drzwi” - ostrzegał;
* Piotr G. marzył o karierze mnicha w zakonie michalitów. Zrezygnował,
gdy przy okazji przygotowań formacyjnych jeden z księży doprowadził go
do upojenia alkoholowego i wykorzystał seksualnie, zaś spowiednik z
Gdańska, któremu o tym opowiedział, kazał mu... wznosić modły za sprawcę
oraz cieszyć się z nowego doświadczenia, bowiem „natchnie go duchowo”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz