Ks. Stanisław K. skazany za znęcanie się nad dziećmi!

Proces księdza oskarżonego o znęcanie się nad chłopcem i trzema dziewczynkami toczył się za zamkniętymi drzwiami.
         Dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat – to łączny wymiar kary dla ks. Stanisława K., byłego proboszcza z Hłudna. Wyrok zapadł we wtorek przed Sądem Rejonowym w Brzozowie. Sąd uznał duchownego za winnego znęcania się psychicznego i fizycznego nad czworgiem dzieci: Bartkiem oraz Karoliną, Darią i Faustyną. Wyrok jest nieprawomocny.

Jak byś bliżej mieszkał...

Seria rozmów telefonicznych, których obszerne stenogramy ujawnimy, odbyła się między księdzem kanonikiem D. z diecezji pelplińskiej, ponad 60-letnim czynnym proboszczem i prelegentem Radia Maryja, a niespełna 18-letnim Maciejem, licealistą ze Śląska.

Tę historię zapoczątkowały wyjazdowe rekolekcje dla ministrantów z pewnej parafii nieopodal Katowic, którym ksiądz D. prawił, na prośbę organizatorów, różne religijne morały. Prawił i uważnie obserwował. Wypatrzył 16-letniego Krzysztofa. Przez kilka dni obłaskawiał go łakociami oraz wyróżniał pochwałami, aż wreszcie zaprosił do siebie na plebanię i po fazie przytulanek spróbował wsadzić mu rękę w majtki. Chłopiec stanowczo się wzbraniał, więc dał spokój. Przy pożegnaniu proboszcz powiedział, że jeśli tylko się rozmyśli, to bardzo chętnie ugości go pod swoim dachem. Gdyby zaś miał zaufanego i mniej ortodoksyjnego w „tych sprawach” kolegę, byłby wdzięczny za kontakt.

O wakacyjnej przygodzie Krzysiek opowiedział Maćkowi, przyjacielowi z osiedla, a ten niewiele myśląc postanowił zażartować i wysłał kanonikowi sms-a. Natychmiast oddzwonił. Odbyli później wiele niesłychanie intrygujących rozmów...

Zanim przejdziemy do stenogramu, kilka istotnych uwag wstępnych dot. wypowiedzi księdza:
* niektóre musieliśmy pominąć (miejsca wykropkowane), bowiem są zbyt obsceniczne;
* gdy w zapisie pojawiają się jego chrząknięcia i pomruki („Mmm...”, „Chmm...”) w nagraniu każdorazowo słyszymy mlaskanie lub pojękiwanie, a czasem oba te odgłosy naprzemiennie;
* był przez dłuższy czas głęboko przekonany, że Maciek też ma 16 lat, choć chłopak podał swój prawdziwy wiek. Ta informacja musiała mu jakoś umknąć. Bardzo dokładnie zapamiętał natomiast deklarowaną długość jego członka w stanie wzwodu, o co zapytał podczas pierwszej pogawędki.

***

Rozmowa nr 2. Sytuacja: młodzieniec opowiedział, że był na dyskotece.
Ksiądz S.: - Jak byś bliżej mieszkał, to byś do mnie przyjechał, byśmy posiedzieli, pospali razem w łóżeczku? Nie? Fajnie by było...
Maciek: - No, fajnie.
- (pisk w słuchawce, efekt włączonej funkcji nagrywania) A co tak piszczy?
- To w moim telefonie chyba, że następna minuta rozmowy.
- Płacisz za to?
- Nie, bo na koncie zero, a od mamy nie chcę brać.
- Ty jesteś taki honorowy i nie naciągasz nikogo mam nadzieję.
- No.
- To chyba powinienem ci doładować?
- Lepiej nie, żeby później nie było...
- Takie kwoty to jeszcze idzie przeżyć, chociaż niektórzy po doładowaniu nawet nie podniosą słuchawki.
- Nie jestem takim typem człowieka.
- Tak myślę. Ty wolisz raczej nie prosić. To dobrze. Fajny jesteś, kochany. Chodź do mnie do łóżeczka.
- Jeszcze spanie mnie nie bierze.
- Byśmy się poprzytulali... A ty nie byłeś z chłopcem nigdy w łóżku?
- Nie.
- Ale rozmawiać można. To, że się jest w łóżku, nie oznacza zaraz seksu.
- No pewnie.
- Wstydzisz się powiedzieć mi per ty, tak?
- Jakoś nie mam odwagi na razie.
- Ale teraz już będziesz wiedział, że możesz mówić?
- Dobra.
- Myślę, że to naszej kultury osobistej nie zmieni... Twoje zdrówko! I co tam jeszcze ciekawego?
- Nic specjalnego.
- Swoją fotkę koniecznie mi przyślij mailem, taką atrakcyjną, rewelacyjną, szokującą. Na adres sy(...)@gmail.com. Masz takie?
- Takich nie mam na razie.
- To nie znaczy, że całkiem nagą ale każda miła będzie, że od ciebie, która cię charakteryzuje w szczególny sposób. Przyjacielu... Maciuś, będę chyba zazdrosny o ciebie, wiesz?
- Eee, nie ma o co.
- Nie, naprawdę? A jak twoja miłość się pojawi, albo inna się nagle wyłoni, jakaś piękność nóżki ci pokaże i zaproponuje spacerek. Wiesz, jak łatwo ulec mając 16 lat.
- Jestem odporny na łatwiznę i mam już 18.
- Zapomniałem. Dobrze, że nie ulegasz pokusom. Jak to było pierwszy raz, jak to przeżyłeś?
Przez kilka minut Maciek opowiada, a kapłan dopytuje: jak, gdzie, czy nikt nie przeszkodził, co by się stało, gdyby rodzice przyszli w trakcie, itp.
- Doszła fotka?
- Jeszcze nie otworzyłem poczty. I co ona przyszła do ciebie i żeście się zdecydowali? Ona ci pomogła?
- No.
- Zdjęcie przyszło. Piękny chłopczyk jesteś! Ona już wiedziała jak się robi i ciebie rozdziewiczała? Mmm... Pewnie byłeś cały zaróżowiony... Zupełnie do naga się rozebraliście?
- Nie, tylko dół. Trzeba było uważać, jakby rodzice wrócili.
- To nie jest tak przyjemnie. Najlepiej do naga się rozebrać. Ale prezerwatywę mam nadzieję założyłeś.
- No.
- Była zadowolona na pewno. Później były inne? A było tak, że już cali się rozebraliście do naga?
- Było.
- Pewnie ostro jechałeś. Mmm... I całowałeś. Wzdychałeś i ona też. Mmm... Z iloma dziewczętami miałeś stosunek?
- Pięcioma.
- Chmm... Jesteś doświadczony chłopiec. A rodzice nic nie wiedzą. To ci ten 20-centymetrowy często stoi? Napalony, gorący chłopak jesteś...
- Eee tam.
- Wpiszę sobie do pliku to twoje zdjęcie. A masz jakieś aktualne, takie ze swoim męskim atrybutem?
- Nigdy jeszcze takich sobie nie robiłem.
- Mnie byś przysłał. To mi zrobisz i wyślesz, dobrze?
- Jak zasłużysz.
- A co mam zrobić, żeby zasłużyć? Myślę że mi zaufasz. Ufasz? Bo ja tobie tak. Nikomu nie będę mówił o tobie. Jesteś fajny, super... Wiesz? Ufasz?
Ciekawe jakbyś ty ze mną. Jakbyś się czuł kotuś w moim towarzystwie.

- Nie wiem.
- Jak sobie postawimy plan jakiś, wymagania, żeby się poznać wszechstronnie... Nie? Ty byś nie miał wahań chyba?
- Trzeba spróbować.
- Byś się na wszystko zdecydował? Nawet na seks ze mną?
- Może i tak.
- Tak? Jesteś cudowny! Bardzo cię pokochałem. Popatrz jak szybko, już po jednym dniu.
- Faktycznie, po jednym dniu to szybko.
- Przyznasz, nie? I tak sobie o wszystkim mówimy, o takich sprawach tajemniczych. Chciałbym, żebyś mnie nauczył wielu spraw. A ty mówiłeś komuś kocham?
- W moim wieku to chyba jeszcze za wcześnie.
- To słowo zobowiązuje, ale każdy na nie czeka. Chciałbym cię poznać tak dokładnie, zobaczyć całego w twojej pięknej nagości. Wiesz? Byś mi się pokazał cały?
- Może.
- Mmm... Ty musisz być pięknym chłopcem. W orgazmie, jak ci stoi. Jak jesteś podkręcony, podniecony i ci stoi, to musi być niesamowite! Jesteś taki namiętny i gorący... Chyba tobie Maciuś kiedyś wyznam, że cię kocham. Chciałbym cię teraz pocałować i być z tobą w łóżeczku, żebyśmy się tak przytulili mocno. A później (........................................................).
- Chyba już pójdę spać, bo jestem senny.
- To myśl do podusi o mnie, jak by to było. Byłoby inaczej. Podziwiam cię, że tak dobrze znasz angielski, chodzisz do kościoła, że jesteś szczery i uczciwy... - same pozytywy. Jesteś taki kulturalny w rozmowie ze mną, naprawdę urzekasz mnie.
- Bardzo się cieszę.
- Rzadko się takiego chłopca spotyka, jesteś rewelacją. Muszę podziękować Krzysiowi, bo dzięki niemu cię poznałem. Zapytaj go, czemu on nie chce się ze mną skontaktować, że ja czekam i tęsknię, powiedz mu. Ale nie mów co między nami jest! Niech to będzie nasze. Powiedz mu, że bardzo czekam na telefon, lub jakiś kontakt. Też ci podeślę fotkę, tylko że ja nie jestem taki młody, szczupły i piękny.
- Wygląd to nie wszystko.
- Widzę, że jesteś dobrze wychowany. Kochany, kochany!
- A jak twój dzień wygląda?
- Rano, jak muszę to wstanę, zależy jak mam zaplanowane msze. Później modlitwy swoje różne odmawiam, spełniam różne obowiązki administracyjne np. Azora mam na plebanii i wychodzę z nim na spacer. Potem jak ktoś przyjdzie, coś chce, albo ja muszą coś załatwić, przed komputerem trochę, w ogródku, czasem z ludźmi jakieś spotkanie. Jakbyś u mnie był, to byś mi towarzyszył.
- A to ksiądz proboszcz?!
- Tak, proboszczem jestem. Byłem w seminarium, kleryków wychowywałem, a teraz jestem na parafii.
- Ja kiedyś ministrantem byłem.
- No podejrzewam, że byłeś, bo każdy porządny chłopak kiedyś był. A rodzice by cię puścili jak im powiesz, że jedziesz do mnie?
- Tak, dadzą mi wolną rękę. Ale ja już naprawdę muszę iść spać.
- Aniołku śpij dobrze, dziękuję ci za fotkę. Jestem wzruszony, podziwiam cię i cieszę się, że mam takiego pięknego chłopca, swojego przyjaciela. Jesteś cudowny. Myślę, że i z Krzysiem się zaprzyjaźnimy. Dowiedz się, jakie on ma plany, co on o mnie myśli. Może źle o mnie myśli?
- On ma dziewczynę.
- Zaangażował się z dziewczyną?! No trudno... Myśl o mnie, buźka kochanie, złotko, ja się odezwę.
- Dobrze.
- (ziewanie) Pika i pika ten twój telefon. Pa, pa kochanie...

62 księży pedofilów

Dyżurny autorytet moralny RParafialnej abp Józef Życiński odniósł się do afer seksualnych napiętnowanych niedawnym listem papieża Benedykta XVI „Do katolików w Irlandii”.

Co przeciętny ksiądz pracujący w małej wiosce i starający się służyć jak najlepiej swoim wiernym jest winien temu, co wydarzyło się w odległych rejonach Irlandii czy Ameryki? Nasi księża przeżywają bolesne sytuacje, gdy ponoszą psychologiczne konsekwencje dramatów, na które nie mieli wpływu – żalił się metropolita lubelski w swojej cotygodniowej audycji na antenie lokalnego radia.
Odległych rejonach?! Popatrzmy, jak czułą opieką biskupów i przełożonych zakonnych cieszą się polscy księża pedofile...
¤ Ks. Jacek C. był wikariuszem parafii w Warnicach (archidiecezja szczecińsko-kamieńska) i nauczycielem religii w jednej z pobliskich szkół, gdy został oskarżony o molestowanie seksualne niepełnosprawnego chłopca, którego osobiście onanizował, nadając ich „wspólnej tajemnicy” rangę spowiedzi. W trakcie procesu kuria schowała ks. Jacka w Kamieniu Pomorskim, gdzie w dalszym ciągu katechizował szkolną dziatwę. Sąd Rejonowy w Choszcznie skazał pedofila na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata oraz pięcioletni zakaz wykonywania zawodu nauczyciela („Erotoman w sutannie skazany” – „FiM” 48/2001). Po wyroku przerzucono go do Dobrej Nowogardzkiej. W charakterze katechety i mimo sądowego zakazu! Dopiero w obliczu skandalu (nauczyciele zaczęli grzebać świątobliwemu koledze w życiorysie) abp Zygmunt Kamiński wysłał podwładnego na „urlop zdrowotny”, a gdy ciągnący się za nim smród trochę wywietrzał, metropolita dał mu etat kapelana szpitala w Gryfinie, skąd po krótkiej rekonwalescencji ks. Jacek wylądował w zdecydowanie bardziej atrakcyjnym N., gdzie urzęduje do dzisiaj.
¤ Ks. Wincenty P., wikariusz parafii w Witoni (diec. łowicka), który zwabiał na plebanię małych chłopców, wymuszając na nich współżycie seksualne, oraz nagrywał te perwersje na wideo, aby rozpowszechniać je później w internecie, a nawet wypożyczał „swoje” dzieci innym księżom, został zdemaskowany i osądzony wyłącznie dzięki determinacji dziennikarzy „FiM” (cykl „Co ci się, draniu, śni?” zainaugurowany w numerze 27/2002). Ścigaliśmy go nawet na Ukrainie, bowiem szefowie policji i prokuratorzy z Łęczycy oraz ówczesny ordynariusz bp Alojzy Orszulik dokonywali cudów zręczności, żeby zatuszować aferę. Skazany na trzy lata więzienia odsiedział wyrok w całości i w 2006 r. znowu wyjechał na Ukrainę. Zakotwiczył u bp. Bronisława Bernackiego w diecezji odesko-symferopolskiej, gdzie pracuje jako misjonarz (w ubiegłym roku występował m.in. w Tuchowie koło Tarnowa). Warto pamiętać, że zgodnie z kościelnymi wymogami żaden biskup na świecie nie przyjmie do swojej diecezji duchownego z zewnątrz bez zgody i świadectwa moralności wystawionego przez jego macierzystego ordynariusza, którym dla ks. Wincentego P. był od maja 2004 r. bp Andrzej F. Dziuba, protegowany prymasa kard. Józefa Glempa.
¤ ks. Jerzego U., proboszcza parafii w Słowinie (diec. koszalińsko-kołobrzeska), zatrzymano w maju 2003 r. Podczas przeszukania plebanii policjanci znaleźli płyty DVD i kasety z filmami pornograficznymi. Śledztwo wykazało, że onanizował się przy dzieciach, obmacywał je i proponował usługi seksualne w zamian za drobne kwoty. Jeden z ministrantów (12-latek) zeznał, że ksiądz wkładał mu rękę do majtek, a potem ją wąchał oraz lizał, bądź zmuszał go do chodzenia nago i na czworakach po pokoju („Pedofilów u nich dostatek” – „FiM” 24/2003). Po aresztowaniu plebana kuria twierdziła, że do ordynariusza (wówczas biskup Marian Gołębiewski) nie docierały żadne skargi na księdza U., a tuż przed jego aresztowaniem odbyła się w parafii wizytacja duszpasterska, podczas której „można było przecież powiadomić biskupa”. Wielebny dostał 2 lata więzienia w zawieszeniu (!) i pięcioletni zakaz pracy z dziećmi. Na okres „zawiasów” kolejny ordynariusz bp Kazimierz Nycz schował podwładnego do parafii w Barcinie, ale gdy jego grzechy również tam wyszły na jaw, 59-letni dziś ks. Jerzy U. znalazł schronienie (z wiktem i opierunkiem gwarantowanym przez swojego aktualnego szefa bp. Edwarda Dajczaka) w diecezjalnym Domu Seniora w Kołobrzegu. Odprawia msze i spowiada w położonym tuż obok kościele rektorskim.
¤ ks. Zbigniew Sz. zasłynął tym, że jako proboszcz parafii w Połoskach (diecezja siedlecka) „wielokrotnie doprowadził pięć nieletnich uczennic szkoły podstawowej do poddania się innym czynnościom seksualnym” („Uczucia religijne” – „FiM” 51, 52/2003). Po aresztowaniu pedofila bp Zbigniew Kiernikowski złożył za niego osobiste poręczenie, domagając się od sądu, żeby „uszanować godność kapłańską księdza Zbigniewa Sz., a nadchodzące święta pozwoliłyby mu zastanowić się nad jego losem” i nie w jakiejś zapchlonej celi, lecz „w domu parafialnym w Białej Podlaskiej lub w Domu Zakonnym Ojców Paulinów w Leśnej Podlaskiej”. Sąd Rejonowy w Białej Podlaskiej skazał byłego proboszcza na 2 lata więzienia i zakazał mu pracy z dziećmi na 10 lat. Po opuszczeniu zakładu karnego Zbigniew Sz. był krótko wikariuszem w Huszlewie, a w sierpniu ub.r. biskup przeniósł go na znacznie większą placówkę w O.
¤ ks. Zbigniew P., proboszcz parafii w Jarnołtówku (diecezja opolska), sprowadzał sobie na plebanię 11–13-letnich chłopców z domu dziecka w Chmielowicach oraz „całował ich w usta, obmacywał po udach, pośladkach i narządach płciowych, a jednego z nich onanizował” (cyt. z aktu oskarżenia). Gdy rzecz wyszła na jaw, ordynariusz abp Alfons Nossol przeniósł podwładnego do Centrum Opieki Paliatywnej Caritas Diecezji Opolskiej w S., powierzając mu funkcję kapelana ośrodka („Onanizm nie grzech” – „FiM” 27/2004), choć pleban szedł w zaparte, twierdząc, że dzieci pomawiają go z zemsty, bo nie dał im pieniędzy. Sąd Rejonowy w Prudniku skazał ks. P. na rok więzienia w zawieszeniu (!) na trzy lata. W sierpniu 2009 r. ordynariuszem został bp Andrzej Czaja, zaś ks. Zbigniew wciąż w Caritasie odprawia, spowiada i rozgrzesza, a nawet jest coraz częstszym gościem na łamach „Gościa Niedzielnego”.
¤ Ks. Władysław Ł. to zboczony proboszcz z Lututowa w diecezji kaliskiej („Księży dotyk” – „FiM” 41/2004) W 2005 r. Sąd Rejonowy w Wieluniu skazał go na 1 rok i 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata i czteroletni zakaz nauczania religii m.in. za molestowanie seksualne dwóch dziewczynek przygotowywanych do Pierwszej Komunii. Po wyroku ewakuował się do archidiecezji poznańskiej, gdzie obecnie pracuje (za zgodą abpa Stanisława Gądeckiego) w parafii B.
¤ Ks. Paweł K. miał posadę wikariusza w prestiżowej parafii św. Ducha we Wrocławiu i nauczyciela religii, gdy późnym wieczorem
5 września 2005 r. został schwytany przez policyjnych wywiadowców. Okazało się, że w śródmiejskich slumsach polował na chłopców, których do „wspólnej zabawy” zachęcał „stówą”. Rewizja w mieszkaniu na plebanii ujawniła bogatą kolekcję „twardej” pornografii z udziałem dzieci, co akurat dla nas nie było specjalnym zaskoczeniem, bo już w październiku 2003 r. ostrzegaliśmy biskupów, że ich człowiek ma skłonności do ministrantów („Uwaga wielebni” – „FiM” 41/2003). Ponieważ ks. Paweł nie zdążył sprecyzować zaczepianym po bramach chłopcom, na czym dokładnie ich rola we „wspólnej zabawie” miała polegać, postawiono mu jedynie zarzut „utrwalania, sprowadzania i przechowywania treści pornograficznych z udziałem małoletniego poniżej lat 15” („Powołanie do dzieci” – „FiM” 37/2005). Po kilkudziesięciu godzinach spędzonych na policyjnym „dołku” wyszedł na wolność (prokuratura odrzuciła wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztowania lub chociażby kaucję, zadowalając się poręczeniem kard. Henryka Gulbinowicza, emerytowanego metropolity wrocławskiego) i przepadł jak kamień w wodę. Prokuratura Rejonowa Wrocław-Śródmieście wszczęła zaś śledztwo (sygn. 3 Ds. 173/05) dotyczące... nielegalnego rozpowszechniania wiadomości z postępowania przygotowawczego w sprawie pedofila, za którego zdemaskowanie groziło nam nawet dwa lata odsiadki. Dzisiaj już wiemy, że znalazł schronienie w diecezji bydgoskiej. W 2009 r. wrócił do archidiecezji i zakotwiczył na posadzie wikariusza we Wrocławiu, ale po kilku miesiącach abp Marian Gołębiewski przeniósł ks. Pawła do M., gdzie urzęduje do dzisiaj.
¤ Ks. Michał M., były proboszcz z Pszczyny-Piasku (archidiec. katowicka), został skazany w 2005 roku na 2 lata więzienia w zawieszeniu i pięcioletni zakaz pracy z dziećmi za poddawanie 3 małoletnich dziewczynek „innym czynnościom seksualnym”. Z błogosławieństwem i dzięki łaskawości abp. Damiana Zimonia pedofil pracuje obecnie jako rezydent przy parafii w Jastrzębiu-Zdroju.
¤ Ks. Mirosław W. jako wikariusz parafii w Trawnikach (archidiecezja lubelska) zwykł wkładać nogę 10-letniej dziewczynki pod sutannę i onanizować się jej stopą. Po wszczęciu śledztwa abp Józef Życiński przeniósł pedofila do parafii Matki Bożej Bolesnej w Kraśniku, a tuż przed zatrzymaniem (prawdopodobnie doszło do przecieku) wielebny dostał od szefa „urlop zdrowotny” i ewakuował się na Ukrainę. Przez wiele miesięcy nie można mu było przedstawić zarzutów, bo prokuratura nie chciała nagłaśniać sprawy i nie wydała listu gończego. Gdy 15 lutego 2006 r. nieopatrznie wrócił do Polski, trafił do aresztu. Stanowczo nie przyznawał się do winy, a wspierały go zastępy kółek różańcowych, których aktywistki zebrały ok. 800 podpisów pod petycją o uwolnienie „ciepłego i serdecznego kapłana” („Pociągi pod specjalnym nadzorem” – „FiM” 8/2006). Tuż po zamknięciu śledztwa, ks. Mirosław W. złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze bez przeprowadzania procesu. Zaproponował dla siebie 5 lat bezwzględnej odsiadki. Abp Życiński wysłał list do matki molestowanej dziewczynki z przeprosinami, za „nieodpowiedzialne zachowania” księdza Mirosława. Po odbyciu części kary pedofil wyszedł już na wolność i pracuje obecnie w parafii we wsi Ż.
¤ Ks. proboszcz Marek K. z Przeworna (archidiecezja wrocławska) doprowadził 14-letniego ministranta do „poddania się innej czynności seksualnej” – jak to określiła prokuratura, co faktycznie polegało na onanizowaniu chłopca. W komputerze plebana policja znalazła ponad 240 filmów i zdjęć pornograficznych świadczących o jego upodobaniach do seksu męsko-chłopięcego, a po przeprowadzeniu specjalistycznych badań wyszło też na jaw, że znaczną część swojej „pornofilmoteki” ściągnął z internetu w okresie świąt Bożego Narodzenia... Dostał za całokształt 2 lata więzienia w zawieszeniu i zakaz pracy z dziećmi przez 10 lat („Głaskanie pedofila” – „FiM” 29/2007). Mimo wyroku skazującego abp Gołębiewski... mianował ks. Marka proboszczem w Czerninie koło Góry Śląskiej i dopiero na skutek ostrych protestów tamtejszej ludności ewakuował go do parafii w G. na etat rezydenta.
¤ Ks. Stefan S. (65 l.) został skierowany przez ówczesnego biskupa radomskiego Zygmunta Zimowskiego (obecnie w randze arcybiskupa na posadzie przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia) do maleńkiej wsi Kraśnica, żeby przestał siać zgorszenie swoim pijaństwem i znanymi kurii preferencjami seksualnymi ukierunkowanymi na niebezpiecznie małych chłopców. Niestety, tuż po przeniesieniu „22 stycznia 2006 roku ksiądz przewrócił ofiarę (niepełnosprawnego 17-latka – dop. red.) i – grożąc pobiciem – zgwałcił” – zakomunikował rzecznik Sądu Okręgowego w Radomiu. Podejrzany (aresztowany na
2 miesiące) przyznał się do winy, ale tylko z grubsza, ponieważ był pijany i nie pamiętał dokładnie przebiegu zdarzenia („Barwy ochronne” – „FiM” 8/2007). W listopadzie 2009 roku abp. Zimowskiego zmienił
bp Henryk Tomasik, ale wielebny gwałciciel (ważny urzędnik na Uniwersytecie Trzeciego Wieku prowadzonym przez duże i bardzo wpływowe zgromadzenie zakonne) na brak zajęć duszpasterskich nie narzeka. „Bardzo dziękujemy ks. Stefanowi S... (kaznodziei) za wspaniałe Rekolekcje Adwentowe w parafii pw. św. Zofii w Młodocinie. Szczęść Boże Tobie, Księże Stefanie, na dalsze Twoje życie Kapłańskie. Bóg zapłać! – parafianie z Młodocina” – czytamy w ogłoszeniu zamieszczonym 20 grudnia 2009 r. na oficjalnym portalu internetowym diecezji radomskiej.
¤ W październiku 2007 r. ks. Piotr D. (60 l.), proboszcz parafii św. Ducha we wsi Werdun (archidiecezja warszawska) oraz nauczyciel religii w Suchostrudze, został skazany przez Sąd Rejonowy w Grójcu na 2 lata więzienia (prokuratura domagała się dwakroć więcej) za notoryczne molestowanie seksualne chłopca, którego od 9 roku życia uczył „anatomii” i przeprowadzał na nim doświadczenia mające uprzytomnić dziecku, co może zdziałać ręka w majtkach (por. „Dwa lata jak dla brata” – „FiM” 47/2007). Ks. Piotr D. przyznał się do winy, więc cały proces ograniczył się do jednej rozprawy, a zaraz po ogłoszeniu wyroku sąd uchylił skazanemu areszt i zaledwie po dwóch miesiącach pobytu za kratkami wielebny pedofil odzyskał wolność. Cieszy się nią do dzisiaj, bo ponoć... niedomaga na zdrowiu (ostatnio przebywał w archidiecezjalnym Domu Opiekuńczo-Leczniczym Opatrzności Bożej w Pilaszkowie nieopodal Warszawy).
¤ Ks. Krzysztof K. był do niedawna proboszczem parafii św. Jakuba Apostoła w Mechowie (archidiecezja gdańska). Sąd Rejonowy w Wejherowie skazał go w pierwszej instancji na 3,5 roku więzienia za seksualne „formowanie” 14-letniej dziewczynki („Sami swoi” – „FiM” 11/2008), ale po 5 miesiącach spędzonych w celi wyjednał w sądzie uchylenie aresztu i 11 lipca 2008 r. opuścił Zakład Karny Bydgoszcz-Fordon. Miał wrócić po uprawomocnieniu wyroku, ale póki co przepadł. Gdzie? Na stronie internetowej jego chlebodawcy widnieje jedynie uspokajający komunikat, że pedofil żyje, ale przebywa aktualnie „poza diecezją”. I zapewne ma się dobrze: „W imieniu ks. Krzysztofa dziękujemy za okazane wsparcie modlitewne i materialne. Zebraliśmy dla niego ok. 19 tys. zł. Wielkie Bóg zapłać!” – ogłoszono z ambony kościoła w Mechowie.
¤ Ks. Roman K. z archidiecezji warmińskiej pojechał do USA, aby wesprzeć parafię polonijną w pracy duszpasterskiej. Przy okazji owej „pomocy” zgwałcił nieletnią dziewczynkę, co – jak tłumaczył w sądzie, przyznając się do winy – było „terapeutyczną metodą, aby pomóc jej zapomnieć traumatyczne doświadczenia z przeszłości”. Po odsiedzeniu 9 miesięcy w więzieniu został deportowany do Polski. Metropolita abp Wojciech Ziemba mianował go wikariuszem parafii w Wielbarku i nauczycielem religii w miejscowym gimnazjum. Gdy nauczyciele zaczęli przebąkiwać o jego kryminalnej przeszłości, metropolita odsunął ks. Romana od katechezy, ale że brzydki zapach pozostał, w połowie 2009 r. abp Ziemba awansował gwałciciela na proboszcza parafii w O.
¤ Warmińscy dostojnicy kościelni muszą już zacząć myśleć o jakiejś spokojnej posadzie dla ks. Antoniego W., byłego proboszcza parafii w Olsztynie-Dywitach, który po odsiedzeniu 3,5 roku za płatny seks z 14-letnimi chłopcami („Znów pedofil” – „FiM” 10/2007) musi szybko stanąć na nogi. Oprócz głębokiej przyjaźni z biskupem pomocniczym Jackiem Jezierskim (imprezy na zlotach Wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym) ks. Antoni ma tak ogromne zasługi dla archidiecezji (sprawował funkcję dekanalnego ojca duchownego oraz kierownika Ruchu Rodzin Nazaretańskich), że z pewnością nie pójdzie na bezrobocie.
¤ Ks. Krzysztof Cz. sprawował nieprzerwanie od 1994 r. funkcję sędziego Lubelskiego Sądu Metropolitalnego (także kapelana Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie), zaś ostatni dekret abp. Życińskiego o sędziowskiej nominacji ks. Cz. na kolejną 5-letnią kadencję nosił datę 22 września 2007 r., gdy ten był już wówczas formalnie podejrzanym o uprawianie tzw. pedofilii internetowej (por. „Sędzia pod sąd” – „FiM” 51, 52/2007). W marcu 2008 r. zainkasował za te upodobania pół roku więzienia w zawieszeniu na pięć lat i dożywotni zakaz edukowania, wychowywania i wszelkich form opieki nad dziećmi. Czysto teoretyczny, bo w nowej parafii w S., dokąd skierował go metropolita, ma ich pod dostatkiem.
Nie pozostaną też zapewne bez możnej opieki (aczkolwiek trochę to potrwa):
¤ franciszkanin Krzysztof P. z Pakości („Bratnia dusza” – „FiM” 7/2008), skazany prawomocnym już wyrokiem na 4,5 roku więzienia oraz 10 lat zakazu pracy z dziećmi za molestowanie seksualne ministranta;
¤ ks. Tomasz G. z parafii Przemienienia Pańskiego w Brzozowie (archidiecezja przemyska), prawomocnie skazany na 5 lat więzienia za stosunki płciowe z dziewczynkami będącymi jeszcze dziećmi („Choroby dziecięce” – „FiM” 47/2008);
¤ ks. Roman B., zakonnik z Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej, skazany 19 marca 2010 r. w pierwszej instancji na 4,5 roku więzienia za wielomiesięczne wykorzystywanie seksualne swojej uczennicy, mającej w chwili inicjacji zaledwie 13 lat („Nałożnica Chrystusowca” – „FiM” 28/2008);
¤ ks. Łukasz K., były wikariusz parafii w Łętowni (archidiecezja krakowska) i nauczyciel religii w tamtejszym Zespole Szkół im. Jana Pawła II, prawomocnie skazany 12 marca 2010 r. na 2 lata więzienia w zawieszeniu i rok zakazu pracy jako nauczyciel za molestowanie seksualne 12-latki, którego kard. Stanisław Dziwisz schował na czas śledztwa w parafii w P., pozwalając mu nawet nauczać religii w miejscowej szkole podstawowej („Kolekcjonerzy dzieci” – „FiM” 12/2009;
¤ ks. Piotr T. z Dębnicy (diec. pelplińska), skazany na 4 lata więzienia za molestowanie seksualne i podawanie narkotyków ministrantom oraz nakłanianie jednego z nich do popełnienia samobójstwa („Proboszcz na gigancie” – „FiM” 21/2006).
¤ ¤ ¤
Za podobne przestępstwa skazano jeszcze kilkudziesięciu duchownych, których późniejszych losów nie śledziliśmy, ale wiemy, że uchowali się w „świętym Kościele” i gdzieś w Polsce brudnymi łapami wciąż udzielają komunii. Są wśród nich m.in.:
¤ ks. Wojciech C. z Gdyni, skazany w 2001 r. na 3,5 roku pozbawienia wolności za molestowanie seksualne i rozpijanie 12-letniego chłopca („Z kruchty za kratki” – „FiM” 2/2002);
¤ słynny proboszcz z Tylawy ks. Michał M., który za molestowanie seksualne kilku dziewczynek („Z ręką w majteczkach” – „FiM” 25/2001) dostał, mimo desperackiej i momentami haniebnej obrony ze strony abpa Józefa Michalika, 2 lata więzienia w zawieszeniu i osiem lat zakazu wykonywania zawodu nauczyciela. „Biorąc pod uwagę zmęczenie Księdza Prałata Michała M. prowadzoną przeciw niemu kampanią, Ksiądz Arcybiskup Metropolita Przemyski udzielił ww. Kapłanowi urlopu, pozostawiając mu tytuł oraz prawo pobytu na plebanii w Tylawie” – ogłosiła przemyska kuria metropolitalna, gdy było już jasne, że prałat się nie wywinie;
¤ ks. Edward P., proboszcz z Pszenna (niegdyś archidiec. wrocławska, obecnie diec. świdnicka), który w kościelnej dzwonnicy molestował seksualnie dwóch ministrantów (por. „Łapacz gołębi” – „FiM” 26/2002). Po dwóch latach procesu w lutym 2003 r. został skazany na rok więzienia w zawieszeniu. „Ksiądz bardzo boleśnie to przeżył, a sprawa jest delikatna i niejednoznaczna. Jak tylko dostaniemy wyrok na piśmie, postanowimy, co zrobić. Prawie ze stuprocentową pewnością mogę powiedzieć, że odwołamy księdza z parafii w Pszennie. Prawdopodobnie trafi do pracy administracyjnej w kurii” – obiecywał biskup Edward Janiak po ogłoszeniu wyroku;
¤ ks. Marek B., który jako wikariusz parafii Miłosierdzia Bożego w Głogowie (diec. zielonogórsko-gorzowska) upił i wykorzystał seksualnie ministranta, za co zainkasował 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata („Promocja na molestowanie” – „FiM” 5/2007), choć proboszcz ks. Janusz Idzik twardo stawał za swoim wikarym, żądając przekazania sprawy pod jurysdykcję sądu... kościelnego;
¤ franciszkanin o. Ryszard Ś. („Dzieci brata mniejszego” – „FiM” 2/2008), skazany przez Sąd Rejonowy w Jeleniej Górze na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu za to, że „działając czynem ciągłym, za pomocą swojej poczty elektronicznej posiadał w celu rozpowszechniania treści pornograficzne z udziałem małoletnich poniżej lat 15 i posługiwaniem się zwierzętami”.
Wymieńmy także pozostających na wolności wielebnych oczekujących na zakończenie toczących się jeszcze śledztw lub wyroki, w których pozostaje do rozstrzygnięcia tylko kwestia kary bądź prawomocność wydanego już orzeczenia:
¤ ks. kanonik Mirosław B., prawie 50-letni proboszcz z archidiecezji gdańskiej, molestujący gimnazjalistkę („Szatan nie kogut” – „FiM” 4/2010);
¤ ks. Zbigniew R., proboszcz z Kołobrzegu, gwałcący 13-letnich chłopców (cykl „Tanie dranie” zainaugurowany w „FiM” 4/2010);
¤ ks. Jacek W. z diecezji drohiczyńskiej, ścigany przez Prokuraturę Rejonową w Siedlcach za doprowadzenie 15-letniej E.M. „do obcowania płciowego lub poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności, nadużywając zaufania lub udzielając (...) korzyści majątkowej lub osobistej albo jej obietnicy” („Bez przebaczenia” – „FiM” 12/2010);
¤ ks. Robert Sz., do niedawna kapelan szpitala w Koszalinie, stanie wkrótce przed Sądem Rejonowym w Słupsku we wznowionym procesie dotyczącym uprawiania tzw. pedofilii internetowej po zaskarżeniu przez obronę 2 lat bezwzględnej odsiadki („Oaza dla pedofila – „FiM” 16/2007);
¤ ks. Andrzej S. (diec. tarnowska), skazany nieprawomocnym jeszcze wyrokiem na 5 lat więzienia za to, że „działając czynem ciągłym, doprowadzał przemocą małoletnią poniżej 15 lat do obcowania płciowego” („Zajęcia pozalekcyjne” – „FiM” 5/2006);
¤ ks. Waldemar B., wikariusz z Wysokiej w diecezji bydgoskiej, oczekuje na proces w sprawie o molestowanie 9-letniego chłopca („Czarne sny” – „FiM” 18/2008);
¤ ks. Eligiusz D., wikariusz parafii w Ł. (diecezja sandomierska) i katecheta w miejscowym Zespole Szkół, w którego mieszkaniu policja znalazła dziesiątki filmów i zdjęć pornograficznych z udziałem dzieci („Ostatni seans” – „FiM” 34/2007);
¤ ks. Andrzej F. z archidiecezji krakowskiej, ostatnio „pomoc duszpasterska bez katechezy” w Chrzanowie, ujęty przez policję z kolekcją budzących grozę filmów oraz zdjęć pedofilskich („Sekskomunika” – „FiM” 37/2007).

A wszyscy mają tak pięknie złożone rączki

Z wieloletnich obserwacji wynika, że księży gejów można podzielić na takie oto podstawowe grupy:

I. Poszukujący partnerów we własnym gronie - realizują swoje potrzeby najbardziej odważnie.
Porzucony przez ks. Grzegorza alumn seminarium duchownego we Włocławku przekazał nam obszerną korespondencję swojego niedawnego kochanka obrazującą zaloty do ks. Marka z archidiecezji krakowskiej. Na wstępne propozycje ks. Grzegorza odpowiada on tak: „Martwi Cię, że mam partnera. No cóż, jest mi cudownie z tym, kogo mam i nie jestem na etapie rozstawania się, a na pogłębianiu". Okazuje się jednak, że z wiernością nie jest tak różowo, gdyż w liście o pięć dni wcześniejszym napisał: „Byłem w Rzymie i właśnie w tym momencie wróciłem. Chciałem dziś wieczorem gdzieś się zabawić, ale mój kochany jest zazdrosny i kontrolował mnie podczas drogi. A po drugie, nie byłem zdecydowany, gdzie iść. Do lokalu to trzeba czekać do co najmniej 21, a do sauny nie miałem natchnienia". Upłynął miesiąc bez trzech dni, by ks. Marek dał się wreszcie namówić: „Jestem u Ciebie 7 lipca. Wpraszam się na całego do twojego mieszkania. Będę wracał z Gdańska od mojego faceta, więc masz to jak w banku. A tymczasem gonię do kościółka - pa, pa". Gwoli sprawiedliwości wypada dodać, że nie samą miłością ks. Marek żyje: „Wyobraź sobie, że dziś miałem cztery msze i to jedną z pogrzebem! Jak szedłem na cmentarz, to myślałem, że zemdleję, bo żar lał się po prostu z nieba. Rano miałem dzień skupienia dla dzieci od jutrzejszej pierwszej komunii. Musiałem ich też wyspowiadać i przećwiczyć, a potem jeszcze wyspowiadać rodziców" - skarży się „kochanemu Gregorio".
Ks. Adam jest dosyć znanym w Poznaniu naukowcem, publicystą katolickim oraz wychowawcą młodzieży. Roztropnym i ostrożnym: „Kiedy byłem na parafii spotykałem się z ministrantami. Jednak nie posuwałem się zbyt daleko. Wiesz, dziś łatwo można za takie coś trafić do sądu". W kolejnym liście do ks. Grzegorza dzieli się swym cierpieniem: „Brakuje mi bratniej duszy, do której mógłbym się przytulić, pójść do łóżka. Czasami wchodzę na czat i wtedy sobie trzepię. Jednak to nie to". Ks. Adam szuka „kogoś z naszego kręgu", gdyż „w gronie kapłańskim jest bezpieczniej. Poza tym, można mieć do siebie zaufanie". Proponując spotkanie zastanawia się: „Może dopasujemy się seksualnie?". Ks. Grzegorz początkowo trochę się droczył: „Nie wykluczone, że kiedyś wypiję kawkę u Ciebie. A może i coś więcej?". Gdy wreszcie uległ, rychło okazało się, że obaj panowie jednak się nie dopasowali.
Ks. Marcin z diecezji toruńskiej nazajutrz po randce z ks. Grzegorzem napisał: „Wczoraj myślałem, że cały świat spoczął u moich stóp", a równo po miesiącu oznajmił: „Dotarło do mnie, że kocham tylko Efrema. W niedzielę jechał na rekolekcje, w okolicach Brodnicy miał wypadek. Zadzwonił do mnie i wszystko odżyło". Ks. Grzegorz nie cierpiał. Kilka dni „po Marcinie” gościł w Jastrzębiu Zdroju. Wikariusz tamtejszej parafii (także kapelan szpitala) drżał z niecierpliwości: „Gdy tylko naciśniesz guzik domofonu, zbiegnę do Ciebie po schodach. Tęsknię i gorąco całuję".
Chętnych jest wielu. Tęsknota doskwiera ks. Marianowi - dyrektorowi wydziału kurii biskupiej, katechecie Jackowi B., ale najbardziej ks. Kamilowi z diec. tarnowskiej, który wracając do kraju po dłuższej nieobecności nie ma czasu na seks: „Tych kilka pierwszych dni muszę niestety poświęcić na sprawy służbowe. Pasterz już pewnie nie może się doczekać. Całuję Cię bardzo mocno. Podniecają mnie Twoje listy i troszeczkę sobie przy nich dogadzam. Przesyłam mnóstwo gorących buziaków". Ks. Grzegorz, choć jest pełen obaw („Kamil! A co będzie jak się w sobie zakochamy?"), obiecuje „czułe pieszczoty" i zapewnia: „uwielbiam się całować no i jeszcze troszkę, ale nie mogę wszystkiego ujawniać tak od razu". Ks. Grzegorz jest tu zaledwie pojedynczym ogniwem łańcuszka, bo przecież każdy z jego partnerów (wszystkich nie znamy) utrzymywał i niechybnie wciąż jeszcze utrzymuje stosunki z innymi. Przyjmując bliski abstynencji seksualnej przelicznik „po pięciu na głowę”, tylko w tym jednym przypadku mamy łącznie 35 kapłanów działających dla bezpieczeństwa w zamkniętym kręgu zawodowym. Gwoli ścisłości dodajmy, że oszalały z zazdrości kleryk doniósł o byłym kochanku także biskupowi. Młodzieniec wyleciał z uczelni na zbity pysk, zaś ks. Grzegorza oddelegowano do „pracy duszpasterskiej” we Włoszech i bardzo sobie tę zmianę klimatu chwali.

II. Wykorzystujący pozycję nauczyciela - księża katecheci decydujący się na romans z pełnoletnimi już wychowankami (zazwyczaj uczniami klas maturalnych) są seksualnymi kaskaderami, bowiem każde potknięcie w rozpoznaniu sytuacji i „grze wstępnej” grozi skandalem oraz utratą etatu. A jednak ulegają namiętnościom...
Ks. Tomasz jest wikariuszem prestiżowej parafii diecezji kaliskiej i nauczycielem religii w liceum. Spędza wiele czasu na gejowskich czatach internetowych, lubi też poflirtować ze swoimi uczniami za pośrednictwem komunikatora Gadu-Gadu. Pewnego wieczoru nawiązał kontakt z Krzysztofem, którego testował wcześniej podczas szkolnej wycieczki propozycją „umycia pleców”, a później namawiał do sponsorowanego wyjazdu nad morze, ale chłopak nie dość, że każdorazowo odmawiał nauczycielowi, to jeszcze opowiedział o tych propozycjach kolegom. Kapłan miał pretensje: - Sam wiesz, że jedziemy na tym samym wózku, a czasem zachowywałeś się, jakbym był nie wiem kim. Gdy chłopak wyraził wątpliwości, o jaki „wózek” chodzi, stwierdził: - Przypomnij sobie naszą rozmowę, gdy chciałem, abyś mi dotrzymał towarzystwa na wyjeździe. Nie miałem żadnych złych zamiarów, a zrobiłeś ze mnie śmiecia. Swój swojego nie powinien tak traktować, Krzysiu...
Przekonywał, żeby nastolatek dał sobie spokój z dziewczynami i przestał walczyć z naturą, bo jego wrodzoną orientacją jest homoseksualizm: - Od naszych pierwszych spotkań w szkole, w sposobie, w jaki się do mnie zwracałeś, wyczuwałem, że jesteś gejem, a jak zobaczyłem pewne zdjęcie, to już wiedziałem na sto procent, że jesteś. Dlatego na wycieczce były te głupie SMS-y o spotkaniu i umyciu pleców. To, że ktoś jest gejem, nie znaczy, że jest zły. Trzeba po prostu żyć w zgodzie ze swoim sumieniem, bo nawet papież może być gejem, ale wie, kim jest i żyje święcie, prawda? - tłumaczył.
Młodzieniec wyjaśnił, że zdjęcie, na którym widoczne były jego genitalia to bardzo stara sprawa. Katecheta aż się oblizał: - Ale i tak bardzo fajny jest ten twój penisek. No, teraz to pewnie jeszcze bardziej jędrny i smakowity. I już nie musisz mi „księdzować”, możesz zwracać się do mnie tak po prostu per „ty”, w końcu jesteśmy z tej samej gliny. Najbardziej jednak zależało mu na dyskrecji: - Chyba zdajesz sobie sprawę z tego, co by było, gdyby mnie zdemaskowano. Nawet jeśli sumienie mam czyste, to afera na całego. Pamiętaj też o tajemnicy. Gej geja nie powinien wydać światu, bo świat geja by zniszczył, rozumiesz?
I dalej: - A ty chciałbyś żyć z księdzem? Odpowiadałbym ci fizycznie? - zasypywał Krzysztofa pytaniami. Przekonywał, że pyta tylko z niewinnej ciekawości, bo obecnie żyje z Darkiem i wcale nie zamierza go zdradzać: - Powiem ci szczerze, że Darek też ma fajnego, ślicznego ptaszka, ale tylko do pieszczot. W sprawach łóżkowych wcale się nie dobraliśmy, bo ja jestem tylko aktywny, a Darek analu w ogóle nie toleruje. Z tobą też chyba bym się nie dobrał, bo wolałbym zakisić w tobie ogórka, a ty pewnie wolałbyś we mnie wejść, ale ja jeszcze nigdy nikogo nie wpuściłem w siebie - opowiadał o seksualnych niuansach swojego aktualnego związku. Wyjaśnił też kwestię grzechu: - Z tym sumieniem to wiesz... od księdza wymaga się, ale u siebie już ludzie nic nie widzą. Ksiądz nie może grzeszyć, a jak ludzie pi...ą się na lewo i prawo, potem zabijają swoje dzieci, zanim jeszcze się narodzą, to jest okej, prawda?! Najgorzej, jak ktoś grzeszy, a nie idzie do spowiedzi, bo uważa, że to bez sensu.

III. Poszukujący bratniej duszy w seminariach duchownych
- najbardziej wyrazistym reprezentantem tej grupy jest abp Juliusz Paetz, którego słynnych dokonań nikomu już chyba nie trzeba przypominać. Metoda jest w zasadzie bezpieczna, aczkolwiek przy nazbyt uporczywym stosowaniu można trafić na czołówki gazet...
* Wyższe Seminarium Duchowne w Gościkowie-Paradyżu - niektórzy z uczących się tam religii młodzieńców pełnymi garściami czerpią z życia jego rozkosze, co znakomicie ułatwia fakt, że ordynariusz mieszka i urzęduje w odległej o ponad 40 km Zielonej Górze. Jakiś czas temu zeznała nam na piśmie troskliwa krewna kleryka Przemka (imię zmienione): „Mam dość tego pedalstwa z księdzem Tomaszem (...). Ten zupełnie nieatrakcyjny, monstrualny grubas wymusza na młodym chłopcu seks. Ohyda. A wy jesteście za to odpowiedzialni” - stwierdziła uznając nas za jakąś alfę i omegę. Po sprawdzeniu okazało się, że kleryk kocha i jest kochany, zaś ks. Tomasz to całkiem przystojny duszpasterz akademicki. Poznał Przemka z zachowaniem wszelkich standardów wynikających ze sprawowanej funkcji wikariusza i opiekuna ministrantów, cierpliwie poczekał, aż skończy 18 lat. Zadbał o jego dobrobyt (obsypywał drogimi prezentami), ale też o karierę, namawiając do studiów w seminarium, zaś na pierwsze wakacje zabrał do Egiptu. Szczęścia młodzieńca nie byli w stanie zakłócić zazdrośni koledzy z roku, którzy podsłuchali, jak szorujący w toalecie ręce po wizycie w seminarium ks. Tomasza, Przemek mamrotał do siebie: „Panie, obmyj mnie z mojej winy oraz oczyść z grzechu mojego”, co później komentowano, jakoby chłopak miał przebłysk refleksji, że puszcza się za pieniądze;
* ks. Dariusz K. (niegdyś sekretarz krajowy Papieskiej Unii Misyjnej) korzystał z „zasobów” seminarium duchownego w Płocku tak intensywnie, że klerycy wreszcie donieśli o wszystkim biskupowi, a niedługo później mediom. Po odwołaniu ze wszystkich eksponowanych stanowisk, za zgodą bp. Piotra Libery kapłan ten pracuje obecnie z młodzieżą w Mołdawii.

IV. Zwolennicy bardzo wyrafinowanego seksu - mają poważne kłopoty ze znalezieniem odpowiedniego partnera we własnym środowisku lub wśród mężczyzn stykających się z nimi na co dzień, zatem zdani są wyłącznie na ogłoszenia w Internecie...
„Marzę o tym, żeby mnie zdominował młody chłopiec. Chodzi mi o układ Pan–niewolnik, gdzie Ty byłbyś oczywiście Panem. Chcę, abyś Ty się trochę na mnie wyżył (w granicach rozsądku). Ja nie będę stawiał oporu! Oczywiście jeżeli chcesz, to mogę stawiać lekki opór, ale tylko dla fasonu. Lubię jak partner na mnie siedzi, jak przy rozłożeniu na łopatki. Miło by było gdybyś pomógł mi w masowaniu mojego penisa” - tak określił swoje oczekiwania ks. Wojciech, członek jednego z najznamienitszych zgromadzeń zakonnych, w przeszłości wykładowca seminarium duchownego i kapelan harcerzy. Gdy pojawiał się kandydat przesyłał mu dla lepszego zrozumienia adresy stron internetowych, aby obejrzał sobie przed spotkaniem, jak musi zapracować na honorarium. „Co do sumy kieszonkowego, to na pewno będę grzeczny” - nęcił. Później kalkulował: „Ile czasu byś był ze mną za dwie stówki?”. Gdy pewien współpracujący z „FiM” kandydat połknął haczyk, mnich zaczął się targować: „A może stówka Ci wystarczy?”. Ks. Wojciech kieruje aktualnie dużym przedsiębiorstwem zakonnym;
V. Desperaci - to zwłaszcza księża ubodzy (wbrew pozorom zdarzają się również tacy), „wykluczeni cyfrowo” (brak umiejętności surfowania w Internecie), oraz ci, którym puściły hamulce po nadużyciu alkoholu.
* Ks. Stefan z diecezji radomskiej „przewrócił ofiarę (niepełnosprawnego 17-latka - dop. red.) i - grożąc pobiciem - zgwałcił” - ujawnił rzecznik Sądu Okręgowego w Radomiu. Aresztowany na dwa miesiące duchowny usprawiedliwiał się tym, że „od dawna zmaga się z chorobą alkoholową”, a inkryminowanego dnia wódka wyszła z owych zmagań zwycięsko. Aktualnie przebywa w diecezjalnym Domu Księży Emerytów;
* Ks. Marek, wikariusz parafii w Głogowie, odbył stosunek z upitym wcześniej do nieprzytomności 17-latkiem, za co zainkasował 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata. Pracuje obecnie na posadzie rezydenta;
* Ks. Jacek z Łowicza służył niegdyś pod komendą abp. Sławoja Leszka Głódzia w korpusie kapelanów wojskowych. Po przejściu na emeryturę zamieszkał w swoim prywatnym mieszkaniu, posługi religijne sprawował jako człowiek do wynajęcia w okresie nasilenia potrzeb duszpasterskich (kolęda, rekolekcje, urlopy). Po pracy lubił wypić co sprawiało, że dostawał małpiego rozumu proponując przygodnie spotkanym mężczyznom pieniądze za seks w krzakach;
* Ks. Waldemar, proboszcz z diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, zawiedziony nie stawieniem się partnera na umówioną randkę (podejrzewał zdradę), udał się pod jego dom i kamieniami powybijał szyby w oknach. Został za karę zdjęty z urzędu i przeniesiony do innej parafii. Do czerwca 2012 r. przebywał na „urlopie zdrowotnym”;
* Ks. M. z Tomaszowa Lubelskiego miał 44 lata, gdy po zakrapianym alkoholem poczęstunku podczas kolędy zgwałcił goszczącego go 60-letniego Józefa K. Dostał 2 lata w zawieszeniu na 5.

VI. Za pieniądze - to stosunkowo wygodna formuła zaspokajania potrzeb seksualnych księży. Tym bardziej, że są niezłymi psychologami i zazwyczaj nie cierpią na brak gotówki...
* ks. Waldemar z diecezji pelplińskiej sprezentował 17-letniemu licealiście z T. kilkadziesiąt złotych. Ot, tak po prostu i niczego w zamian nie oczekując. Po tygodniu znowu zatelefonował: „Przyjdź, mam dla ciebie kasę”. Później zaproponował przytulanki, obiecując, że za nie zapłaci więcej. Kandydat odmówił, więc schował „stówkę” z powrotem do portfela. „Nie chcesz, to nic nie dostaniesz” - powiedział. Przy kolejnej wizycie na plebanii młodzieniec zgodził się na przytulanie. Krok po kroku i sukcesywnie podnosząc stawki, ks. Waldemar doprowadził go do homoseksualnej prostytucji;
* ks. Edward z diec. koszalińsko-kołobrzeskiej będąc jeszcze proboszczem płacił chętnym po kilkadziesiąt złotych za pozowany akt. Marcinowi M. dał świetnie płatne zajęcie polegające na tym, że musiał tylko pić z kapłanem drinki oraz towarzyszyć mu w oglądaniu filmów pornograficznych z wartką akcją homoseksualną, w trakcie których ks. Edward rozbierał się i onanizował, a drugą ręką dogadzał towarzyszowi;
* Ks. Piotr z diecezji łowickiej ma upodobanie do młodzieńców, których poznaje na czatach internetowych, obłaskawia i obwąchuje, czy aby nie są policyjnymi prowokatorami, a później zaprasza na plebanię lub do prywatnej garsoniery przy ul. Hanki Sawickiej w Sochaczewie. Co do jednego ze swoich gości bardzo się pomylił, bo ten nie dość, że nagrał całą imprezę na dyktafon, to jeszcze skopiował co pikantniejsze pliki z jego komputera i przekazał materiały „FiM” - m.in. ociekające seksem e-maile oraz rozmowę, w której wielebny tak oto opowiada o jednym ze swoich partnerów: „Wiesz, spotykałem się do niedawna z M. W łóżku był znakomity. Wolałem jednak nie ryzykować po tych wszystkich aferach, więc dałem mu na otarcie łez trochę pieniędzy i rozstaliśmy się. Teraz jest taka nagonka, że jak mi małolat nie pokaże legitymacji i nie zobaczę, że ma skończone 15 lat, to go nie kupuję”.

VII. We wspólnocie zakonnej - mnisi mają problemy, bowiem dysponują ograniczonymi zasobami finansowymi oraz możliwościami lokalowymi, ale też i szczęście, że chroni ich wysoki mur klasztorny...
* Zbigniew oraz Adam przygotowujący się u bonifratrów w Prudniku do kariery kapłańskiej prowadzili - w ramach swojej formacji duchowej i na polecenie tzw. mistrza postulatu - dzienniczki, w których notowali naganne, ich zdaniem, zachowania współbraci. Oto fragmenty zapisków Adama: „5 października - brat... (tu i dalej imiona zakonne - dop. red.) łapał mnie dzisiaj za krocze, ponawiając wcześniejszą propozycję stosunku seksualnego”, „16 grudnia - brat... namawiał mnie, żebym mu zrobił „masaż pałki”. Dzisiaj znowu przebrał się i paradował po klasztorze w kobiecych ciuszkach”.
Zbigniew wspomina: - Gdy brata M. odwiedzał seminarzysta od klaretynów (we Wrocławiu mieści się Dom Formacyjny Misjonarzy Klaretynów - dop. red.), który czasem zostawał też na noc, wówczas prowincjał ze śmiechem mówił, żeby tym dwóm „nie przeszkadzać w zabawie”. Słynny w Polsce zielarz o. Jan Grande-Majewski, który bardzo się mną we Wrocławiu opiekował i nawet podarował na obłóczyny sutannę, skarżył mi się, że w pokoju, gdzie przyjmuje pacjentów, zastał kiedyś dwóch braci uprawiających seks. Podczas spaceru na własne oczy widziałem brata A. wychodzącego ze znanego klubu gejowskiego „H2O”, potem tego samego zakonnika wymykającego się nocą w negliżu z sypialni brata D., a następnie całującego się z bratem M. w klasztornym magazynku z żywnością... Podczas pierwszej nocy szczęśliwie zaryglowałem drzwi, bo ktoś próbował wejść do sypialni. Podczas kolejnych kilkakrotnie budziło mnie kołatanie, choć przebywanie zakonników w cudzym pokoju było kategorycznie zakazane;
* Mariusz zrezygnował z nauki w seminarium diecezjalnym, by wstąpić do zakonu kamilianów. Spędził tam 3 lata. - Ojciec K., wówczas jeszcze diakon, napisał SMS-a, że podnieca go widok moich mięśni, gdy pracuję fizycznie. Później przysłał zdjęcie swojego penisa. Innym razem nalegał, żebym wpuścił go w nocy do swojego pokoju, więc na wszelki wypadek spałem z gazem obezwładniającym pod poduszką. Gdy wetknął mi w usta kciuk podczas udzielania komunii, nie wytrzymałem i postanowiłem odejść z zakonu - wyjaśnia przyczyny utraty powołania. W Burakowie (dzielnica podwarszawskich Łomianek) kamilianie mają tzw. klerykat, w którym mieszka ich narybek studiujący w warszawskim seminarium duchownym. - Mieszkałem przez ścianę z G. - jak się wydawało - bardzo pobożnym. Zaprosił mnie kiedyś na drinka, pogadaliśmy, było sympatycznie. Następnym razem, gdy już wypiliśmy po kilka kieliszków wódki, puścił film pornograficzny. Ostentacyjnie wyszedłem, a nazajutrz mnie przepraszał. No, ale nasze łazienki też ze sobą sąsiadowały, więc gdy któregoś wieczoru usłyszał, że pluskam się w wannie, zaczął mnie bombardować SMS-ami. „Przyjdź, właśnie oglądam film i bawię się małym, bo mi stoi” - napisał. Pokazałem tę wiadomość przełożonym, ale nie zareagowali - opowiada Andrzej, były kleryk. I jeszcze raz Mariusz: - Zostaliśmy wysłani na święta do T., gdzie proboszczem był ojciec J. Pomijam fakt, że pił w Wigilię alkohol, proponując go nawet nam - klerykom, a po Pasterce zamknął się w sypialni z jakimś świeckim młodzieńcem, który rzekomo naprawiał mu tam komputer. Dobiło mnie wyznanie pracującego w parafii brata F.: „Gdy proboszcz pije, to zanim pójdę spać, dwa razy sprawdzam, czy dobrze zamknąłem drzwi” - ostrzegał;
* Piotr G. marzył o karierze mnicha w zakonie michalitów. Zrezygnował, gdy przy okazji przygotowań formacyjnych jeden z księży doprowadził go do upojenia alkoholowego i wykorzystał seksualnie, zaś spowiednik z Gdańska, któremu o tym opowiedział, kazał mu... wznosić modły za sprawcę oraz cieszyć się z nowego doświadczenia, bowiem „natchnie go duchowo”.

„krew Chrystusa”

Dłonie udzielające komunii, które wcześniej pieściły męskie genitalia, usta po seksie oralnym spijające rytualnie „krew Chrystusa”... - Kościół ma poważny problem nie z plutonem, lecz całą armią kapłanów.

Przed paroma miesiącami portale internetowe i serwisy agencyjne obiegła sensacyjna wieść, że pewien żurnalista z tygodnika „Newsweek” (w niektórych mediach awansowany do rangi „znanego dziennikarza”) zamieszczał anonse towarzyskie jako rzekomy ksiądz gej i dzięki tej pomysłowości wie już niemal wszystko o homoseksualizmie wśród duchowieństwa katolickiego. Żmudnie zdobywane doświadczenia („Sprawą zajęłam się po raz pierwszy ponad dwa lata temu” - opowiada w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”) przelał następnie na papier, a zaprzyjaźnieni z „Newsweekiem” komentatorzy okrzyknęli publikację epokowym „raportem”. Tymczasem z analizy tegoż dzieła wynika, że autor oparł się na relacjach czterech duchownych: dwóch widział na własne oczy (platonicznie!), z dwoma (w tym zakonnik) korespondował. Piątym i najlepszym źródłem był jego znajomy „naukowiec z prestiżowego uniwersytetu” (osoba świecka), który poinstruował go jak szukać kontaktów w Internecie, oraz jest bardzo doświadczony w relacjach z księżmi, bo miał niegdyś okazję obudzić się rano na plebanii, a innym razem widział rektora seminarium duchownego w klubie dla panów lubiących szybki „numerek” z nieznajomymi.
Konkluzje nie popartego żadnymi konkretami artykułu są w zasadzie trafne, bo przecież innymi być nie mogą skoro od dawna doskonale wiadomo, że Kościół oficjalnie walczy z homoseksualizmem swoich funkcjonariuszy (według różnych źródeł około 15-30 proc. stanu osobowego), zaś oni żyją tak, jak natura ich ukształtowała, choć niektórzy sami piętnują z ambon „zboczeńców”, wielu księży gejów robi kariery ale wszyscy muszą starannie ukrywać niestandardowe preferencje seksualne, zaś w razie wpadki tylko ci z najniższej półki wysyłani są przez biskupów na „leczenie”, a niekiedy nawet wylatują dyscyplinarnie z zawodu.
To oczywiście tylko zarys zjawiska.

 Jak reagują władze kościelne, gdy wychodzi na jaw czynny homoseksualizm kapłana? Mimo oficjalnych zaleceń papieskich, w praktyce nie ma żelaznych reguł. Jedni biskupi zsyłają delikwenta na głęboką prowincję lub na posadę kapelana w domu dla przewlekle chorych kobiet, inni wyciągają sankcje wobec... donosicieli. Dla ilustracji:
* Ks. Robert Krawczyk pracuje obecnie w Niemczech. Został zmuszony do wyemigrowania gdy przedstawił ordynariuszowi nazwiska i zestawienie dokonań najbardziej aktywnych homoseksualnie kapłanów diecezji łowickiej. Na liście znalazło się kilka znakomitości. - W swojej niezmierzonej naiwności dałem to na piśmie oraz opowiedziałem o wszystkim biskupowi. Później już nie miałem spokoju, więc po prostu musiałem wyjechać - tłumaczy ks. Robert;
* „Zastrzegamy sobie możliwość poinformowania policji w celu sprawdzenia, czy nagrania są autentyczne” - ostrzegł ks. Andrzej Sosnowski z kurii prowincjalnej księży zmartwychwstańców w Krakowie, gdy obywatel, któremu pewien kapłan „odbił” partnera, przesłał do centrali zakonu dokumentację rozmów.
Czy to już pełny obraz homoseksualizmu w Kościele? Ponad wszelką wątpliwość nie. Są przecież jeszcze zbrodnie, szantaż, udręki podwójnego życia, indywidualne dramaty duchownych usiłujących dochować celibatu...

Garderobiany


Duchowny próbował wykąpać na plebanii dziewczynkę z podstawówki. Twierdzi, że chciał tylko zobaczyć, czy umie posługiwać się prysznicem...

Kuria archidiecezji warmińsko-mazurskiej wydała 11 maja tajemnicze oświadczenie, w którym czytamy, że wobec narastającego zainteresowania (cyt. z zachowaniem pisowni oryginału) „tematem niewłaściwych odniesień Księdza Proboszcza z gminy Korsze wobec nieletnich dziewcząt” i faktem, że zajęła się już nimi prokuratura, „Ksiądz Proboszcz złoży także, w najbliższym czasie w Kurii, odpowiednie wyjaśnienia. Ponieważ chodzi o dobro młodzieży, ale również o ustalenie stanu faktycznego, sprawa będzie zbadana wnikliwie i starannie” - zapewnił biskup pomocniczy Jacek Jezierski.

Rzecz dotyczy ks. Jarosława M. (21 lat w kapłaństwie) z parafii Matki Boskiej Królowej Polski w Garbnie. Na sygnał o prawdopodobnym dopuszczeniu się przezeń przestępczego molestowania małoletnich poniżej lat 15, jako pierwsza zareagowała Stefania Siewruk-Welens, dyrektorka miejscowego Zespołu Szkół (oddział przedszkolny, szkoła podstawowa, gimnazjum):
- Zgłosiła się do mnie uczennica i opowiedziała o takich zachowaniach księdza, które uznałam za absolutnie niedopuszczalne. Wskazała inne dziewczynki poddane podobnym praktykom. Ile, w jakim wieku? Więcej niż kilka, wszystkie poniżej piętnastego roku życia. Nic ponadto nie mogę ujawnić. Po wysłuchaniu każdej z osobna (ich relacje oceniłam jako spójne i wiarygodne), postanowiłam zawiadomić właściwą terytorialnie Komendę Powiatową Policji w Kętrzynie. Jeszcze tego samego dnia, czyli w poniedziałek 23 kwietnia - telefonicznie, a nazajutrz dostarczyłam notatkę służbową, oraz zostałam przesłuchana w charakterze świadka. Odwaga? Wykonałam po prostu swoją powinność. Proszę pamiętać, że jestem funkcjonariuszem publicznym, więc obok zawodowego obowiązku ochrony dzieci, spoczywa na mnie także prawny obowiązek informowania organów ścigania o możliwości popełnienia przestępstwa - tłumaczy „FiM” dyr. Siewruk-Welens.

„Więcej niż kilka” oznacza, że co najmniej 10. Z innych źródeł wiemy, że dokładnie jedenaście dziewczynek (także ministrantki) opowiedziało dyrektorce o rozbieraniu przez duchownego, dotykaniu miejsc intymnych, namawianiu do kąpieli na plebanii...

Przykładowo:
- Zabrał je własnym samochodem do sanktuarium w Stoczku. Po zakończeniu zwiedzania zaproponował, żeby podjechać jeszcze nad jezioro. Bez wcześniejszego choćby poinformowania rodziców. Stanęli w jakimś odludnym miejscu. O dziwo, miał przygotowane... spódniczki kąpielowe! Okazało się, że woził ciuszki w bagażniku. Ot, tak na wszelki wypadek. Usiadł rozkładając nogi, tak, aby mieć ofiarę jak najbliżej, i „pomagając” w przebieraniu dotykał miejsc intymnych - podkreśla wujek byłej już ministrantki.
- Zdjęłam legginsy i założyłam tę spódniczkę, a on mi każe jeszcze majtki zdejmować. Ja mówię: - Nie, bo się wstydzę. A on, że nie mam czego: „Mnie się wstydzisz?! Przecież jestem księdzem”. Koleżankę kładł sobie na kolanach - relacjonuje uczestniczka wycieczki do Stoczka (nagranie ujawniono na portalu internetowym ketrzyn.wm.pl), której kapłan proponował później dodatkową atrakcję w postaci kąpieli na plebanii...

„Przed zakwalifikowaniem na kolonie Caritasu chciałem tylko zobaczyć (sic! - dop. red.), czy umie posługiwać się prysznicem, żeby później nie było problemu z odsyłaniem do domu” - opowiadał ks. Jarosław na łamach lokalnej „Gazety w Kętrzynie”, zdając się przekonywać, iż dzieciak swobodnie obsługujący komputer i telefon komórkowy nie ma pojęcia o przeznaczeniu wody tryskającej z sitka.

Dopiero z dniem 30 kwietnia policja przekazała dokumentację sprawy kętrzyńskiej prokuraturze i wszczęto śledztwo w sprawie podejrzeń o molestowanie, czyli bez przedstawienia zarzutów konkretnej osobie.

- Ksiądz do dzisiaj normalnie funkcjonuje, ma kontakt z pokrzywdzonymi, odprawia msze, spowiada, a nawet przygotowuje dzieci do Pierwszej Komunii - alarmowała nas 10 maja nauczycielka z Garbna.

Standardowo działa już także „społeczny komitet” obrony plebana. Aktyw zastrasza świadków, że nie otrzymają katolickiego pochówku, zostaną skreśleni z etapów trasy kolędowej, wyczytani z ambony, itp. Prokuratura ma na razie związane ręce: - Zgodnie z procedurą postępowania karnego dzieci muszą zostać przesłuchane przez sąd w obecności biegłego psychologa. Złożyliśmy stosowne wnioski do sądu i czekamy na ich realizację - wyjaśnia Jolanta Rzepko, zastępca prokuratora rejonowego w Kętrzynie.

Tymczasem wychodzą na jaw przypadki sprzed 4-5 lat, kiedy to ks. Jarosław był proboszczem parafii św. Mikołaja we wsi Bażyny koło Ornety. Uczennice miejscowej podstawówki im. Jana Pawła II skarżyły się na obmacywanie, podczas zebrania wiejskiego duchowny musiał tłumaczyć się z testowania natrysku na plebanii, ale... ówczesna dyrektorka szkoły doszła do wniosku, że (cyt.) „ksiądz to dobry człowiek, a młodzież czasem przesadza” i dopiero po serii skarg rodziców kuria przeniosła swojego człowieka do Garbna.

Telefonujemy do ks. Jarosława. Raz, drugi, dziesiąty... Gdy wreszcie podnosi słuchawkę, twierdzi, że jest swoim bratem. Kiedy będzie sobą? „Nie wiadomo” - odparł.

O czym Polska woli milczeć.

Epidemii porwań dzieci Aborygenów, Hiszpanów czy Kanadyjczyków - Kościół katolicki nie zdołał utrzymać w tajemnicy. Prawda wyszła na jaw, kiedy ofiary przestały się bać!

Kiedy zaczęły się zgłaszać do mediów czy do Kongresu Deputowanych w Madrycie.
Oburzenie wiernych, obrzydzenie do instytucji Kościoła i przede wszystkim przerażająca skala tego zjawiska, wywołała lawinę.
Tak samo było z pedofilią w USA czy Irlandii.
Komentując te wydarzenia Polscy księża, poza deklaracjami miłości... do swoich kolegów za granicą, mówili - że ubolewają nad ofiarami, że im
współczują i że się za nich modlą, ale rękami i nogami zapierali się przed uznaniem faktu, iż w Polsce podobne obrzydliwości też miały miejsce!
(Bo przecież salezjanin kazał zlizywać dzieciom bitą śmietanę z kolan tylko dla zabawy)
Teraz ukazała się książka dowodząca, że przypadków pedofilii wśród księży w Polsce jest cała masa!
A Kościół jak zwykle oprócz medialnych deklaracji walki z pedofilią, nic więcej nie robi.
Bagatelizuję fakt, iż nasze dzieci są przez nich molestowane!

Lektura Ekke Overbeeka poraża!

Jak mamy posyłać dzieci do szkoły, gdzie pełno jest bezkarnych zboczeńców uczących religii?



                   Książka liczy 214 stron, formatu A5. Została wydana w ostatnich dniach stycznia 2013 r. Oprócz wprowadzenia (11 stron) ma dwie części – pierwsza zatytułowana „Polska milczy” liczy 99 stron, druga „Ofiary mówią” – 92 strony.
Książka opisuje  12 historii ofiar pedofilii w Polsce. Niektóre ofiary przerwały milczenie po wielu latach i z trudem dały radę opowiedzieć swoją historię dziennikarzowi. Te dwanaście świadectw daje kłam przekonaniu, że problem pedofilii nie istnieje w polskim Kościele. Dlaczego ofiary boją się mówić? Dlaczego media chronią chorych księży, a pomijają odpowiedzialność biskupów? Dlaczego nie ma reakcji instytucjonalnej, jak w innych krajach? Dlaczego wierni akceptują sytuację, w której nie wiadomo gdzie w Kościele kryją się pedofile?

                   W pierwszej części książki, która jest przeglądem zagadnienia, autor cytuje dokumenty Watykanu, papieży, episkopatów (m.in. USA i Irlandii), raporty różnych komisji europejskich i amerykańskich. W przypisach podaje odnośniki, w znacznej części do stron w Sieci. Sprawia to wszystko wrażenie obiektywizmu i neutralności. Autor w przypisach cytuje dwa razy katolickie pismo społeczno-kulturalne (s. 68 i 69) oraz jeden raz kwartalnik tego typu (s. 68). 


                   W tej książce polscy katolicy opowiadają, jak w dzieciństwie padli ofiarami księży pedofilów. Opowiadają o samotności, bólu i lęku przed reakcją otoczenia, rodziny i samego Kościoła.
Ta książka nie spodobała się w Kościele. Holenderski dziennikarz pisze o jego “ciemnej stronie”, parafrazując najczęściej eksploatowaną frazę Jana Pawła II: “Nie lękajcie się”. Overbeek mówi prowokacyjnie: “Lękajcie się”.

Książka jest skierowana do wszystkich tych, którzy zadają sobie te pytania i chcą się dowiedzieć jak w innych krajach problem pedofilii w Kościele jest rozwiązywany.

Autor od ponad dziesięciu lat jest korespondentem holenderskich i belgijskich mediów w Polsce.

Zajrzyj do książki
Facebook